Archiwum kategorii: Bez kategorii

Alert prawny w zakresie przepisów tarczy antykryzysowej

Szanowni Państwo,

Poniżej załączamy alert prawny opracowany przez zespół kancelarii Peter Nieslen & Partners, odnoszący się do najistotniejszych zmian w prawie, związanych z nowelizacją specustawy o zwalczaniu COVID-19, jaka miała miejsce 31 marca 2020 r.

http://www.prawoiedukacja.pl/wp-content/uploads/2020/04/20200401-PNP-newsletter-COVID-19-3.pdf

Ustawa obowiązuje od 1 kwietnia 2020 r.

Redakcja “Prawo i Edukacja”

Do stanowiska MEN w sprawie wynagradzania nauczycieli

MEN, także poprzez wypowiedzi Ministra informuje, jak powinni być wynagradzani nauczyciele za czas zamknięcia placówek oświatowych. Ministerstwo powołuje się na przepisy kodeksu pracy, a konkretnie art. 81 § 1 i § 3 kp.

Niestety, MEN koncentruje się na szkołach, w szczególności samorządowych. Komunikat stwierdza:

Dyrektor szkoły może więc w okresie zawieszenia prowadzenia zajęć zlecać nauczycielom inne zadania, np. przygotowywanie i przesyłanie uczniom materiałów dydaktycznych do samodzielnej pracy w domu. Zastosowanie ma w tym przypadku również art. 81 § 3 Kodeksu pracy, który umożliwia powierzenie pracownikowi w okresie przestoju innej odpowiedniej pracy.

Za dni, w których nauczyciele będą świadczyli pracę, otrzymują wynagrodzenie bez zmian, z wyjątkiem dodatku za warunki pracy, który jest należny wyłącznie za godziny przepracowane w określonych warunkach pracy, oraz wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe, które jest związane z dodatkową pracą nauczyciela polegającą na realizacji zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych powyżej pełnego wymiaru zajęć.

Jeżeli natomiast z przyczyny leżącej po stronie pracodawcy w określonym czasie nauczyciel nie będzie świadczyć pracy, zastosowanie ma art. 81 § 1 Kodeksu pracy, który stanowi, że pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania.

W tym przekazie tkwi jednak istotny, zasadniczy błąd prawny. Przywołane zostały przepisy, które – co wyraźnie zostało zacytowane – odnoszą się do sytuacji niemożności świadczenia pracy z przyczyn pracodawcy. Taka sytuacja jednak absolutnie nie zachodzi obecnie. Jest jasne i wyraźnie zostało określone rozporządzeniem, że zawieszenie zajęć edukacyjnych, opiekuńczych i wychowawczych, a w konsekwencji zamknięcie szkół i przedszkoli, nastąpiło poprzez zarządzenie władz państwowych. W żadnym wypadku nie można tego uznać za przyczyny dotyczące pracodawcy.

Dlatego, moim zdaniem, powoływanie się na zasady określone w art. 81 § 1 kp, nie może mieć prawnego uzasadnienia w tej konkretnej sytuacji. Ministerstwo idzie mocno „na skróty”, przywołując przepisy, które nie obowiązują w tej konkretnej sytuacji. Jest to na pewno wygodne, ale obarczone wadą prawną. Do tego MEN spycha decyzje na dyrektorów, którzy są pracodawcami dla nauczycieli i innych pracowników, ale zatrudnionych w placówkach publicznych. Bowiem w niepublicznych, pracodawcą jest organ prowadzący, a ściślej osoba prowadząca.

Jednak obecna, trudna sytuacja nie dotyczy tylko szkół, ale także – a może przede wszystkim, przedszkoli, głównie niepubliczne. W przedszkolach nie można już mówić o zdalnym nauczaniu, bo przecież opieki przedszkolnej nie można tak sprawować. Nauczyciele pozostają w gotowości do pracy, ale nie z przyczyn dotyczących pracodawcy. Jednak pracodawca może im powierzyć czasowe wykonywanie innych obowiązków, np. przygotowanie pomocy, programów, a nawet porządkowanie przedszkola. Jest to uzasadnione w art. 81 § 3 kp. Co do urlopów, przepisy nie pozwalają na jednostronne wysłanie na urlop bezpłatny, a wypoczynkowy winien być uzgodniony przez obie strony lub wprowadzony do planu urlopów.

Jakie jest rozwiązanie? Idealnym byłaby odpowiednia zmiana przepisów, bo na pewno obecne, wydane na czas „bez zarazy”, są niewystarczające. Szkoda, że ustawodawca nie określił tego ani w specustawie, ani chociażby w rozporządzeniach zawieszających działalność różnych podmiotów. Pośpiech nie może tłumaczyć zasadniczych wad prawnych. Zresztą, te same uwagi dotyczą też pracowników innych, przymusowo zamkniętych placówek czy sklepów.

Robert Kamionowski

Aktualizacja kwoty dotacji w październiku ważna od listopada, nie od początku roku

MEN odpowiedział na nasz list, zamieszczony wcześnie, w sprawie aktualizacji podstawowej kwoty dotacji.

Potwierdzono, że liczenie nowej kwoty dotacji „z wyrównaniem” od początku roku jest nieprawidłowe, ponieważ nowa, zaktualizowana stawka obowiązuje od następnego miesiąca, a nie od początku roku.

Ponadto, MEN na równaniu wyjaśnia i potwierdza sposób obliczenia, jakie powinny być nowe, miesięczne stawki, po dokonanej aktualizacji.

Mam nadzieję, że takie wyjaśnienie trafi wreszcie do urzędników, którzy przeliczając dotacje nie tylko postępują niezgodnie z przepisem, ale też z matematyką….

Kopia pisma MEN jest tutaj: 2018-11-14 odpowiedź MEN na pismo PiE

Robert Kamionowski

Odpowiedź na artykuł w Gazecie Prawnej

W Gazecie Prawnej w dn. 24 stycznia 2018 r został opublikowany artykuł pt. „Dyrektorzy obchodzą przepisy, które miały ograniczyć ich pensje”. W tym artykule autor przytoczył jako moje wypowiedzi i słowa, których ja nie sformułowałem i nie użyłem. W odpowiedzi napisałem polemikę, zamieszczoną w Gazecie Prawnej w dn. 29 stycznia 2018. Jednakże w kilku miejscach redakcja dokonała bez mojej wiedzy i zgody zmian w tekście, co wypaczyło mój przekaz i treść artykułu.

W związku z tym, zamieszczam poniżej pełny tekst mojego artykułu, jaki został przesłany do redakcji, z zaznaczeniem miejsc, w których dokonano zmiany i podaniem treści napisanej rzeczywiście przeze mnie.

Robert Kamionowski

Opublikowany w Gazecie Prawnej w dn. 24 stycznia 2018 r artykuł pt. „Dyrektorzy obchodzą przepisy, które miały ograniczyć ich pensje”, w swojej wymowie może sugerować, iż osoby prowadzące niepubliczne i publiczne szkoły i przedszkola w większości są kombinatorami, czy wprost oszustami.  Pokazane zaś w nim „sztuczki” mają obrazować, w jaki sposób celowo obchodzone są przepisy, by jak najwięcej z samorządowej „kasy” trafiło do rąk prywatnych właścicieli. Otóż sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Dofinansowania w postaci dotacji oświatowych dla szkół i przedszkoli niepublicznych stanowią przeważającą część ich finansowania. Znam w praktyce dziesiątki placówek przedszkolnych, które za opiekę albo nie pobierają żadnych opłat od rodziców, albo są to znikome kwoty (które nawet razem z dotacją nie zbliżają się w żaden sposób  do poziomu 1000 zł czesnego, który tak chętnie był przywoływany przez Panią Minister Edukacji Narodowej, choćby w Sejmie przy procedowaniu tej ustawy). Przedszkola te żyją z dotacji wynoszącej 75% kosztów, które ich bądź najbliższa gmina przeznacza na swoje przedszkola. A te dotacje to często kwoty poniżej 400 zł miesięcznie na ucznia. Czy za to naprawdę można „poszaleć”? Rzeczywistość jest taka, że dotacje wystarczają, czasem z trudem, na wynagrodzenia zatrudnionych nauczycieli i może na wynajem lokalu. A gdzie wszystkie zakupy, pomoce dydaktyczne, wyjścia do teatru czy zajęcia dodatkowe? To muszą już finansować bezpośrednio i wyłącznie rodzice. Na wynagrodzenie właściciela naprawdę niewiele już zostaje, wielu może tylko pomarzyć o kwocie 7,6 tys. miesięcznie…. Tak wygląda rzeczywistość przedszkoli „w Polsce”, może nie w niektórych wielkich miastach, ale niemal wszędzie poza nimi.

Truizmem i wręcz banałem jest powtarzanie, że samorządy od lat oszukują właścicieli, zaniżając im należne dotacje. Stąd wysyp spraw sądowych, przed którymi Ministerstwo tak broni samorządowców. Ale gdyby MEN raczej zajął się kontrolą, czy samorządy dobrze wyliczają dotacje, zamiast bronić ich przed słusznymi roszczeniami placówek, byłoby to na pewno z większym pożytkiem przede wszystkich dla uczniów i dzieci. Trochę to przypomina filozofię Kalego (tego z „W pustyni i w puszczy”)… Z jednej strony piętnujemy, a z drugiej bronimy oszustów. Bo nasi…

A jak się dzieje w przedszkolach publicznych, prowadzonych przez osoby fizyczne i prawne, oraz w konkursowych? W zamian za 100% dotację nie pobierają żadnych opłat, poza wyżywieniem i tą symboliczną złotówką za dodatkową godzinę opieki. Z tego muszą sfinansować wszystko. A gdyby okazało się, że jakiś wydatek nie mieści się zdaniem kontrolujących urzędników w dozwolonych, to pokrywają z własnej kieszeni. MEN bardzo dla siebie (i samorządów) wygodnie przerzuca w istocie całą odpowiedzialność i ciężar finansowy na barki właścicieli, mówiąc, że skoro prowadzą taką zarobkową działalność, to powinni być traktowania jak inni przedsiębiorcy, z ryzykiem stąd wynikającym. Otóż nie! Przede wszystkim, prowadzenie szkół i przedszkoli, zgodnie z poprzednią i obecną ustawą (Prawo oświatowe), działalnością gospodarczą nie jest. Więc nie jest też prowadzona na takich zasadach, jak robią to przedsiębiorcy. Państwo i samorządy nadal zdaje się nie rozumieć tego faktu, a co więcej, nie rozumieją tego także i sądy administracyjne. Tak więc pytam się Pani Minister: z jakich środków osoba prowadząca publiczne przedszkole w swoim budynku, zakupionym kilka lat temu za potężny kredyt, ma ten kredyt spłacać, skoro nie wolno jej pobrać złotówki na ten cel z dotacji? Z jakich pieniędzy ten właściciel ma zapłacić za poważniejszy remont (nie bieżący, lecz inwestycyjny), skoro dotowane są tylko wydatki bieżące? A przecież, zgodnie z Ministerstwem, z dotacji nie można grosza przeznaczyć na „zysk” właściciela! Jedynym zaś „zyskiem” jest wynagrodzenie za ciężką pracę jako dyrektor tego przedszkola czy szkoły. Czy w tej sytuacji owe niemal mityczne 12 tys. zł to takie „kokosy”, by rzucać wszystko i prowadzić przedszkola, ze wszystkimi konsekwencjami?

Jeszcze o tych niebotycznych zarobkach właścicieli. Od lat kilku obowiązuje przepis o wynagradzaniu właścicieli, gdy pełnią funkcję dyrektora. Nie wiem, czy rzeczywiście wypłacali sobie po 50 tys. zł miesięcznie, ja takich przypadków nie znam. Ale teraz MEN w nowej ustawie postanowił dobrać się do ich kieszeni, i nie tylko ich, ale także wszystkich nauczycieli,. Stąd przepis ograniczający wynagrodzenia do 150%, a w publicznych i konkursowych do 250% średniego wynagrodzenia nauczycieli dyplomowanych. Przy okazji, przepis napisano w tak fatalny sposób, że nie wynika z niego, czy ograniczenie dotyczy tylko dyrektorów, czy wszystkich pracowników. Prawidłowa interpretacja prowadzi do wniosku, że dotyczy pracowników i właścicieli, gdy pełnią funkcję dyrektora. Stąd moja wątpliwość, czy wykładnia MEN jest zgodna z treścią samego przepisu. I druga nieścisłość, w tym przepisie mowa jest o zatrudnionych, w tym na umowie cywilnoprawnej, a przecież Pani Minister doprowadziła do zmiany w Karcie Nauczyciela nakazującej zatrudnianie wszystkich nauczycieli na umowach o pracę. Zatem – mogą być zatrudnieni na zlecenia (jak pokazuje art. 35 ustawy o finansowaniu), czy nie mogą? I co się będzie działo z osobami prowadzącymi indywidualną działalność gospodarczą, np. psychologami, pedagogami, logopedami, lektorami języków obcych? Czy MEN zmusi ich do zatrudnienia na umowach o pracę, gdy sami nie chcą tego, czy niekonstytucyjnie pozbawi prawa do wykonywania działalności gospodarczej, zagwarantowanej ustawą nota bene O swobodzie działalności gospodarczej?

Jeśli MEN zamierza ograniczyć wysokość wynagrodzenia wszystkich nauczycieli w niesamorządowych placówkach, to jak wytłumaczyć na gruncie konstytucyjnej zasady równości, że w jednych nauczyciel może zarobić 150%, a w innej, takiej samej, już 250% średniej? I niech Państwa nie zmylą słowa, że przecież nikt ich nie ogranicza i mogą zarabiać dowolnie z czesnego. Spotykam się z tej okazji z oburzeniem fundacji i stowarzyszeń prowadzących edukację dla dzieci niepełnosprawnych. W ich placówkach nie pobiera się czesnego, skąd zatem nauczyciele, najlepsi specjaliści, pracujący z najbardziej dotkniętymi niepełnosprawnościami dziećmi, mogą dostać więcej, niż 150%? I jak im wytłumaczyć, że w takim samym specjalnym przedszkolu, ale publicznym, ich koleżanka zarobi 250%? Czy o tym Pani Minister na pewno pomyślała?

Polemizując zaś z treścią i przykładami opisanymi w artykule, przede wszystkim nie wyrażam zdania, że właściciele kombinują i „przemeblowują” swoje placówki, by nielegalnie uzyskiwać wysokie dochody. A także nie znam przypadków zatrudnienia żony jako wicedyrektora z wyższą pensją i płacenia 50 tys. zł za sprzątanie. Nie ma też nic nielegalnego w zatrudnieniu małżonka jako nauczyciela, przecież szkoły i przedszkola prowadzi wiele nauczycielskich małżeństw. A za pracę należne jest wynagrodzenie (tak stanowi Konstytucja), i tak ograniczane przez MEN. Podawałem już przykład kosztów kredytu na zakup lokalu przedszkola. Samorządowe placówki mają budynki za darmo (a właściwie za pieniądze podatników), a prywatne muszą je wynająć lub zakupić. A to przecież kosztuje. Czyli, cytując za dyrektorem MEN, bogacenie się za publiczne pieniądze jest złe, z za prywatne już dobre?

Na sam już koniec refleksja, wynikająca z lat pracy z tymi sprawami. Widać, że oświata niepubliczna nie jest ani preferowana, ani nawet choć odrobinę doceniana. Rozpoczął się końcowy akt dobijania, a jak zrobić to najłatwiej, jak nie przez pieniądze? A właściwie ich pozbawianie.

Robert Kamionowski

Radca prawny