MEN likwiduje terapie poza placówkami

Czy to już koniec prowadzenia terapii poza przedszkolami i szkołami?

Ministerstwo Edukacji wystosowało w styczniu br. pismo (2026 MEN odpowiedż_w_sprawie_finansowania_zajęć), w którym stanowczo zabrania prowadzenia JAKICHKOLWIEK zajęć i terapii dla dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności poza przedszkolem i szkołą. Ministerstwo wprost stwierdza, że prowadzenie zajęć w ramach kształcenia specjalnego poza placówką i bez nadzoru dyrektora przedszkola/szkoły należy uznać za wykorzystanie dotacji na kształcenie specjalne w sposób niezgodny z przeznaczeniem.

Argumentacja zawarta w piśmie absolutnie nie bierze pod uwagę realiów prowadzenia zajęć w ramach kształcenia specjalnego. Posługuje się wyłącznie retoryką, która pozornie oparta jest na przepisach prawa, ale w rzeczywistości ich nie uwzględnia i dokonuje całkowicie bezpodstawnych interpretacji.

Treść pisma i zamierzenia, jakie przyświecają Ministerstwu, można sprowadzić do kilku prostych konkluzji.

MEN nie chce żadnych terapii specjalistycznych, prowadzonych przez osoby inne, niż zatrudnieni w placówce nauczyciele. Powołuje się przy tym na przepisy dotyczące kwalifikacji nauczycieli, ale zapomina, że przepisy dotyczą tylko nauczycieli, a nie innych specjalistów. W ramach KS i różnych terapii wynikających z IPET, szereg zajęć jest prowadzonych przez osoby, które nauczycielami NIE SĄ i nie będą, gdyż ich wykształcenie i przygotowanie zawodowe nie jest nauczycielskie. Nie są i nie będą nauczycielami: rehabilitanci, fizjoterapeuci, terapeuci integracji sensorycznej, specjaliści prowadzący badania biofeedback, trenerzy dogoterapii, hipoterapii i wielu innych specjalistów, których zajęcia są wpisane do IPET.

MEN twierdzi, że pojęcie, iż szkoła ma zapewnić uczniom odpowiednie zajęcia w ramach KS, musi wiązać się z koniecznością osobistego świadczenia przez nauczyciela tej jednostki oświatowej zadań, w miejscu i czasie określonym, w sposób ciągły i pod bieżącym nadzorem. Wobec tego przydzielenie takich zadań innemu podmiotowi wiąże się z ryzykiem braku podstaw prawnych do nadzoru takiej osoby przez dyrektora. Jest to oczywista bzdura, gdyż to dyrektor w porozumieniu ze specjalistą określa warunki prowadzenia zajęć i metody nadzoru oraz ten nadzór sprawuje.

Dalej, MEN nakazuje, aby wyłącznie osoby z pełnią kwalifikacji pedagogicznych i zatrudnione na stanowisku nauczycieli prowadziły wszelkie zajęcia w ramach KS. Należy wobec tego przypomnieć MEN, że nauczyciel to nie jest zawód, ale stanowisko, na jakim jest zatrudniona dana osoba, jeśli posiada odpowiednie kwalifikacje. Zaś przepisy Rozporządzenia tego samego Ministra z 9 sierpnia 2017 r. w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych wyraźnie mówią, że np. w ramach IPET określa się zintegrowane działania nauczycieli i specjalistów prowadzących zajęcia (czyli osób, które nauczycielami nie są!), a to dyrektor powierza prowadzenia zajęć nauczycielom lub specjalistom posiadającym kwalifikacje odpowiednie do rodzaju niepełnosprawności ucznia.

Widocznie Ministerstwo zapomniało, że samo wydało przepisy, na podstawie których zajęcia prowadzą nie tylko nauczyciele, ale też inni specjaliści.

Zapomniano także, że te same przepisy zobowiązują do współpracy z poradniami psychologiczno-pedagogicznymi, które jednakże w piśmie Ministerstwa jako „podmioty zewnętrzne” także zostały wykluczone z prowadzenia zajęć, mimo, że zatrudniają wyłącznie specjalistów z kwalifikacjami.

To wszystko prowadzi do smutnego wniosku, że pod pozorem prowadzenia wszystkich zajęć wyłącznie w placówkach, w rzeczywistości Ministerstwo chce wyprowadzić z przedszkoli i szkół ogólnodostępnych kształcenie dzieci niepełnosprawnych i wepchnąć je wyłącznie do placówek specjalnych. Cała narracja o kształceniu włączającym to w rzeczywistości demagogia i puste słowa, a te „wytyczne” w praktyce doprowadzą do tego, że przedszkola i szkoły ogólnodostępne nie będą w ogóle chciały angażować się w kształcenie dzieci z orzeczeniami, bo to będzie zbyt trudne, zbyt ryzykowne i w dodatku całkowicie nieopłacalne.

Rodzicom dzieci niepełnosprawnych zostaną tylko specjalistyczne placówki, przedszkola i szkoły specjalne i terapeutyczne, w których będzie można zapomnieć o wychowaniu integracyjnym i włączającym.

Czy tego naprawdę chcą władze oświatowe???

Jeśli tak, to w trybie natychmiastowym organy prowadzące przedszkola i szkoły winny zrezygnować z kształcenia dzieci z orzeczeniami, rozwiązać umowy i wyrzucić te dzieci do systemu samorządowego, a tam niech włodarze gmin i dyrektorzy placówek samorządowych martwią się, jak takie kształcenie prowadzić.

Piszcie do Ministerstwa w tej sprawie…

Robert Kamionowski

(Kolejne) Pomysły na zmniejszenie dotacji

Grupa posłów KO wniosła do Sejmu projekt ustawy, zmieniającej ustawę o finansowaniu zadań oświatowych. Projekt można zobaczyć tutaj 2025-10-27 10-RPW-35753-2025-1.

Ten projekt wpisuje się w wyraźnie już artykułowany trend ze strony samorządów, by w jak największym stopniu ograniczać dofinansowanie oświaty niesamorządowej. W tym kontekście trzeba przypomnieć pomysły Związku Miast Polskich, by to samorząd wybierał, jakie placówki niepubliczne i czy w ogóle chce dotować.

Są to koncepcje zgoła rozbójnicze, przy czym dobry rozbójnik zabierał bogatym, by dawać biednym, zaś teraz chcą zabierać biednym, by nic nikomu nie dać.

Ale jak często bywa, w projekcie są – mówiąc za klasykiem – plusy dodatnie i plusy ujemne.

Pozytywnie należy ocenić zmianę art. 33 dotyczącą wyjaśnienia kwestii wpisania nowej placówki do ewidencji w kontekście obowiązku zgłaszania danych do Systemu Informacji Oświatowej w określonych datach, szczególnie na 15 czerwca. Ten problem został już wcześniej zauważony i była o tym mowa, krytykowano stan, jaki zaistniał po zmianie niektórych przepisów, gdy „zapomniano” o dostosowaniu innych. Czyli to oceniamy oczywiście pozytywnie.

Podobnie dobra jest zmiana polegająca na uściśleniu i dostosowaniu części sytuacji do stanu prawnego, zmienionego przez nową ustawę o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, które to luki dotyczą pewnych okresów przejściowych.

Ale już dalej, proponowane zmiany przez dodanie przepisu art. 145l to właśnie takie próby odjęcia pieniędzy tym, którzy są do dotacji uprawnieni. Zmiana miałaby polegać bowiem na swego rodzaju „zamrożeniu” dotacji na rzecz przede wszystkim publicznych i niepublicznych przedszkoli, na poziomie w zasadzie roku 2025. Zwiększenie mogłoby być jedynie o 3%, który to – jak piszą autorzy projektu – miałby odpowiadać inflacji. Uzasadnieniem ma być spadek dzieci w placówkach samorządowych (i generalnie, we wszystkich), co miałoby się przełożyć na zwiększone koszty ich utrzymania. Ale to filozofia Kalego – jak u mnie (czyli w samorządzie) koszty rosną, to dam mniej tym prywatnym, chociaż u nich też naturalnie koszty na ucznia wzrosną o tyle samo. I kto za to ma zapłacić? Oczywiście, rodzice. Ale to nie wszystko, bowiem samorządy od lat wszelkimi sposobami próbują zmniejszać należne dotacje, a pomaga im w tym ustawodawca, corocznie wyłączając przepis (bardzo zasadny), że w szczególności na końcu roku, gdy pieniądze są najbardziej potrzebne, dotacja nie może spaść do zera, lecz tylko zmniejszyć się o maksymalnie 25%. W efekcie wyłączania tych zasad, w bardzo wielu przypadkach już w zeszłym roku – i może być tak samo w obecnym – przedszkola w listopadzie i grudniu nie dostały żadnego dofinansowania albo tak śmiesznie małe, że wystarczał na przysłowiowe „waciki”.

A co najciekawsze, to projekt zakłada „ochronę” samorządów ale tylko przed ZWIĘKSZENIEM dotacji w roku 2026. A co w przypadku, gdyby dotacje miały ulec ZMNIEJSZENIU? Czy jest jakaś analogiczna ochrona dla przedszkoli??? No, nie ma, tego autorzy projektu nie chcą w ogóle zauważyć…

I znowu ten rozbójnik, co odbiera… Albo ponownie przytaczana przeze mnie wcześniej filozofia Kalego: „jak Kali dawać mniej, dobrze, jak Kali dać więcej – źle”.

A mówi się, że znajomość klasyki literatury zanika…

Chyba, że ukrytym celem autorów, niewątpliwie inspirowanych i wspieranych przez ruch samorządowy, jest likwidacja niepublicznej oświaty w Polsce. A to już sprawa konstytucyjna i ustrojowa.

Robert Kamionowski

MEN się pomylił, konsekwencje poniosą dzieci (i placówki oświatowe)

Nagle w październiku i bez żadnych ostrzeżeń, MEN zmniejsza tzw. finansowy standard A. Resort tłumaczy, że błędnie wyliczył tegoroczny kluczowy wskaźnik w algorytmie finansowania oświaty na rok 2025 – standard oświatowy A, czyli podstawę do udzielania dotacji dla szkół i na uczniów niepełnosprawnych. Ogłoszony na początku roku wynosił 9477 zł, teraz został zmniejszony do 9415 zł.

Błędne wyliczenie i wynikająca stąd obniżka subwencji o ok. 62 zł na ucznia, wiąże się z faktem, że przy opracowywaniu reformy finansowania oświaty nie uwzględniono wszystkich uczniów. O pomyłce resort wie już od kilku miesięcy, ale ogłosił ją dopiero w październiku.

Taka sytuacja wydarza się pierwszy raz, od kiedy pamiętam. Zmniejszenie niby niewielkie, o ok. 62 zł na rok, ale po przeliczeniu na konkretne dzieci, w szczególności niepełnosprawne, to nawet ok. 600 zł rocznie obniżenia dotacji. I jeszcze samorządy liczą to tak, że wychodzą im kwoty do zwrotu, niezgodnie z ustawą o finansowaniu zadań oświatowych, która nakazuje i pozwala jedynie na zmniejszenie dotacji „na przyszłość”, czyli na listopad i grudzień tego roku, a nie wsteczne „odliczanie” rzekomych nadpłaconych dotacji. Zapowiada się kolejne „golenie” niepublicznej oświaty.

W związku z tym chciałbym przypomnieć, lub też uświadomić, wszystkim prowadzącym placówki oświatowe: dotacja na dzieci niepełnosprawne może wam się zmniejszyć w listopadzie i grudniu, po równo w każdym miesiącu, jedynie o ok. maksymalnie 300 zł na dziecko z niepełnosprawnościami sprzężonymi i autyzmem, a na ucznia w szkole wg wagi podstawowej o ok. 30 zł! I tylko w tych dwóch miesiącach! Bez konieczności „oddawania” dotacji już wcześniej wypłaconych!

Zostałem także poproszony o skomentowanie tego zdarzenia do Dziennika Gazety Prawnej.

Całość artykułu wyjaśniającego kwestię błędnie wyliczonej dotacji można przeczytać na łamach gazetaprawna.pl: https://serwisy.gazetaprawna.pl/…/10571102,resort…

Robert Kamionowski

Nowe, wyższe limity wynagrodzeń w roku 2024

Znaczące podwyżki wynagrodzeń nauczycieli w roku 2024 oczywiście przełożyły się na zwiększenie limitów wynagrodzeń w placówkach publicznych i niepublicznych, finansowanych z dotacji oświatowej.

Ile wynoszą zatem limity na rok 2024?

Kwota bazowa, będąca podstawą określania wynagrodzenia minimalnego i „przeciętnego”, ustalona została na rok 2024 w wysokości 5.176,02 zł.

Średnie wynagrodzenie nauczyciela dyplomowanego, stanowi 184% kwoty bazowej i wynosi zatem 9.523,88 zł.

Wobec tego, kwoty roczne wynagrodzeń określone jako 12-krotność 150% średniego wynagrodzenia nauczyciela dyplomowanego dla zatrudnionych w jednostkach niepublicznych, zaś 250% dla jednostek publicznych oraz przedszkoli „konkursowych”, w roku 2024 wynoszą:

– rocznie dla publicznych przedszkoli, innych form wychowania przedszkolnego, szkół i placówek oraz niepublicznych przedszkoli konkursowych (12 x 250%): 285.716,40  zł

– rocznie dla niepublicznych przedszkoli (niebędących przedszkolami konkursowymi), oddziałów przedszkolnych w niepublicznych szkołach podstawowych i niepublicznych innych form wychowania przedszkolnego oraz niepublicznych szkół i placówek (12 x 150%): 171.429,84 zł

Gdyby ująć to w średnich miesięcznych, były to kwoty:

Kwota miesięczna niepubliczne    14.285,82 zł

Kwota miesięczna publiczne          23.809,70 zł

Należy pamiętać, że powyższe limity w stosunku do pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, obowiązują w przeliczeniu na maksymalny wymiar czasu pracy, czyli w pełnej wysokości dla pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu pracy („na cały etat”). W przypadku mniejszego wymiaru czasu pracy, ulegają one odpowiedniemu, proporcjonalnemu zmniejszeniu, np. ½ dla połowy etatu, ¾ dla ¾ etatu itp.

Natomiast dla osób fizycznych zatrudnionych na podstawie umowy cywilnoprawnej w publicznym lub niepublicznym przedszkolu, innej formie wychowania przedszkolnego, szkole lub placówce oraz – to jest ważne – osoby fizycznej prowadzącej publiczne lub niepubliczne przedszkole, inną formę wychowania przedszkolnego, szkołę lub placówkę, jeżeli odpowiednio pełni funkcję dyrektora przedszkola, szkoły lub placówki albo prowadzi zajęcia w innej formie wychowania przedszkolnego – ten limit obowiązuje w pełnej wysokości i nie jest przeliczany na czas wykonywania pracy.

Robert Kamionowski

Nowe rozporządzenie w sprawie subwencji oświatowej już obowiązuje

Jak corocznie, wydane zostało Rozporządzenie Ministra Edukacji i Nauki z dnia 8 grudnia 2023 r. w sprawie sposobu podziału części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego w roku 2024. Publikacja nastąpiła w Dzienniku Ustaw z 2023 r. pod poz. 2755.

Zachęcam do zapoznania się z aktualnymi przepisami. Zawierają one obowiązujące na rok 2024 m.in. wagi przeliczeniowe, stosowane dla ustalania subwencji dla j.s.t., a co za tym idzie, także dotacji dla jednostek oświatowych, przede wszystkim dla szkół oraz na uczniów niepełnosprawnych.

Pewnie nie będzie zaskoczeniem, ale rozwiązania obowiązujące w roku 2023 zostały właściwie bez zmian przeniesione na rok 2024. Może Ministerstwu zabrakło czasu na przygotowanie całkowicie nowych zasad? A może uznano, że są to rozwiązania bardzo dobre?

Już w roku 2023 organy prowadzące znalazły się w sytuacji drastycznego zmniejszenia niektórych dotacji, przede wszystkim na licea ogólnokształcące dla dorosłych, kształcące zarówno w formie zaocznej, jak i stacjonarnej, oraz dla szkół policealnych. Analiza obecnego Rozporządzenia na rok 2024 nie przynosi dobrych wieści. Stawki przeliczeniowe, czyli wagi dla tych szkół, pozostają na poziomie roku 2023. Oznacza to, że znowu miesięczne dotacje dla liceów dla dorosłych będą kilkuzłotowe, pozostaną na podobnym poziomie dla szkół policealnych, a lwia część dotacji ma być przekazywana na podstawie zdanych matur i egzaminów zawodowych.

Pocieszeniem będzie może to, że planowany jest wzrost finansowego standardu A, jako podstawy do obliczania poszczególnych subwencji. W roku 2023 ten wskaźnik wynosił 6898,69 zł, a zaplanowano wzrost o ok. 967 zł w stosunku do roku poprzedniego. Można zatem oczekiwać wzrostu standardu A do ok. 7860 zł.

Robert Kamionowski