Archiwum kategorii: Zatrudnianie nauczycieli

Jeszcze o wynagrodzeniu pracowników za czas zawieszenia działalności

Minister EN w czwartek 12.03 informował, że „Za czas zawieszania zajęć nauczycielom należy się pełne wynagrodzenie.”

“Jeśli chodzi o nauczycieli, to oni – zgodnie z kodeksem pracy – będą w gotowości do pracy, natomiast nie będziemy wymagali, żeby przychodzili do szkoły. Będziemy natomiast apelowali o to, aby zgodnie z tym, co mówił minister zdrowia, także zapewnili uczniom pewne możliwości kształcenia” – mówił Piontkowski.

Początkowo Minister powoływał się na przepis art. 81 § 1 kodeksu pracy, który warto zacytować:

Pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania, określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60% wynagrodzenia. W każdym przypadku wynagrodzenie to nie może być jednak niższe od wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, ustalanego na podstawie odrębnych przepisów.

Następnie ministerstwo przywoływało już przepis dotyczący wynagrodzenia za czas „przestoju”, czyli sytuację opisaną w art. 81 § 2 kp:

Wynagrodzenie, o którym mowa w § 1, przysługuje pracownikowi za czas niezawinionego przez niego przestoju. Jeżeli przestój nastąpił z winy pracownika, wynagrodzenie nie przysługuje.

Niestety, z żalem należy stwierdzić, że przepisy kodeksu pracy, jak i zapewne wielu innych ustaw, nie są przygotowane na taką sytuację, jak obecna. Jeśli chodzi o kwestię „gotowości do świadczenia pracy”, ministerstwo (i w ogóle ustawodawca) nie zauważają chyba, że przepis mówi wyraźnie o „przyczynach dotyczących pracodawcy”. A zamknięcie szkół i przedszkoli nie nastąpiło w żadnym wypadku „z przyczyn dotyczących pracodawcy”. Także kwestia „przestoju” jest mocno dyskusyjna. Już sam ten termin, wywodzący się żywcem z czasów zamierzchłej gospodarki nakazowo-rozdzielczej (jak określano ekonomię socjalistyczną) jest tyle anachroniczny, co nieżyciowy. Jaki bowiem przestój może nastąpić w szkole czy przedszkolu? Przestój był wtedy, gdy jedno państwowe przedsiębiorstwo nie dostarczyło śrubek innemu państwowemu przedsiębiorstwu i to drugie stało i czekało, bo nie mogło nic zmontować.

Zatem, drodzy Czytelnicy i władze, wpadliśmy w pułapkę prawną i faktyczną. Oczywiście, można powiedzieć, że należy stosować zasady zdroworozsądkowe – ale jaki w tej sytuacji będzie zdrowy rozsądek? Istniał kiedyś (też w czasach minionych) taki termin prawniczy „prawo (lub działanie) księcia”, z francuska określany „fait du prince”. Czyli nakaz władzy, obecnie bardziej rozpowszechniony pod równie polskobrzmiącym terminem „force majeure” – siła wyższa. To nakaz władz administracyjnych zamknął te placówki, ale nie określił przy tym, na jakich zasadach należy się wynagrodzenie. Pewnie nie jest to problem w szkołach i przedszkolach samorządowych, gdzie samorządy jako organy prowadzące i tak mają swój budżet i plan wydatków na wynagrodzenia. Ale w placówkach prywatnych, to problem może być istotny.

Pytacie Państwo o moją radę w tej sprawie. No cóż, tak naprawdę każda porada może być obarczona istotnym błędem. Mógłbym doradzić – płacić pełne wynagrodzenie zasadnicze miesięczne, bez ewentualnych dodatków za czynności, których nauczyciele czy pracownicy w tym czasie nie wykonywali. Ale brak mi tak naprawdę solidnej podstawy prawnej do tego. Więc może nie płacić za ten czas? Jednak – to nie jest wina pracowników, że nie mogą pracować. Pojawiają się głosy, że każda z tak pokrzywdzonych stron – pracodawcy lub pracownicy, mogą czy powinni żądać od rządu rekompensaty za utracony zarobek lub wypłacone wynagrodzenie za czas niewykonywania pracy. Może jednak rząd w sposób prawny i racjonalny weźmie odpowiedzialność za rozwiązanie tej niełatwej sprawy?

Robert Kamionowski

Zmiany w ustawie dotyczącej zatrudniania nauczycieli na umowę o pracę

Po zaledwie dwóch miesiącach obowiązywania przepisów nakazujących zatrudnianie nauczycieli wyłącznie na umowę o pracę, na mocy ustawy z dnia 22 listopada 2018 r. o zmianie ustawy – Prawo oświatowe, ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw, z dniem 1 stycznia 2019 r. wszedł w życie zmieniony art. 10a Karty Nauczyciela.

Widocznie okazało się, że wspaniałe przepisy, z których MEN był tak dumny i bronił ich z zaciekłością, nie bardzo się sprawdziły.

Czego dotyczy zmiana?

W art. 10a dotychczasowa treść stała się ust. 1, oraz dodano ust. 2 i 3 w brzmieniu:

  1. W przypadku nauczycieli prowadzących zajęcia bezpośrednio z uczniami lub wychowankami w wymiarze nie wyższym niż 4 godziny tygodniowo, powierzenie prowadzenia tych zajęć może nastąpić również na innej podstawie niż umowa o pracę, jeżeli w treści łączącego strony stosunku prawnego nie przeważają cechy charakterystyczne dla stosunku pracy.
  2. Nauczyciel, o którym mowa w ust. 2, prowadzący zajęcia na innej podstawie niż umowa o pracę, musi spełniać warunki, o których mowa w art. 10 ust. 5 pkt 3 i 4. Przepis art. 10 ust. 8a stosuje się odpowiednio.

Nowy przepis pozwala zatem na zatrudnianie nauczycieli (tych, co do których nie ma wątpliwości, że dotychczas zostali objęci nakazem zatrudnienia na umowę o pracę), także na umowach cywilnoprawnych, w wymiarze do 4 godzin tygodniowo. Nie mogą w tym zatrudnieniu „przeważać” cechy stosunku pracy, czyli bezpośrednia podległość, wykonywanie pracy pod nadzorem przełożonego, w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę.

Warto też dodać, że MEN odpowiadając wcześniej na liczne pytania, kto jest nauczycielem i kogo należy zatrudniać w ramach umów o pracę, odsyłał do swojego stanowiska zamieszczonego na stronie internetowej MEN z dn. 29 sierpnia 2018 r. Niestety, po jakimś czasie ta informacja została usunięta… Ale to nawet lepiej, bo stanowisko było mało wiarygodne i bez uzasadnienia.

Nawiasem mówiąc, Pani Minister chwali się osiągnięciami i wzrostem w zatrudnieniu nauczycieli: https://www.gov.pl/web/edukacja/szkola-w-drugim-roku-wdrozonej-reformy-edukacji-dane-z-systemu-informacji-oswiatowej

Tyle tylko, że ten wzrost to dzięki Wam, właścicielom niepublicznych placówek, gdyż – jak napisano w komunikacie – policzono zatrudnienie w niepublicznej oświacie, dodając teraz etaty nauczycieli zatrudnionych niepublicznych przedszkolach i szkołach.

Robert Kamionowski

Zmiany w ustawach oświatowych

Kończą się prace nad nowelizacją Prawa oświatowego, ustawy o systemie oświaty, ustawy o finansowaniu zadań oświatowych i innych ustaw, w tym kolejny raz Karty Nauczyciela. Sejm uchwalił zmiany na posiedzeniu w dn. 9 listopada, ustawa została teraz przekazana do Senatu.

O szczegółach nowych przepisów będziemy informować.

Teraz tylko krótko, dobra wiadomość dla osób prowadzących, MEN trochę się zreflektował co do nakazu zatrudniania nauczycieli na umowy o pracę. Wprowadzono poprawkę do art. 10a Karty Nauczyciela, wyłączającą ten obowiązek przy zatrudnieniu w wymiarze do 4 godzin tygodniowo, co odpowiada 1/10 pełnego etatu pracowniczego (a dla pensum nauczycielskiego nawet wyższy wymiar).

Przepis ma brzmienie:

W art. 10a dotychczasową treść oznacza się jako ust. 1 i dodaje się ust. 2 i 3 w brzmieniu:

„2. W przypadku nauczycieli prowadzących zajęcia bezpośrednio z uczniami lub wychowankami w wymiarze nie wyższym niż 4 godziny tygodniowo, powierzenie prowadzenia tych zajęć może nastąpić również na innej podstawie niż umowa o pracę, jeżeli w treści łączącego strony stosunku prawnego nie przeważają cechy charakterystyczne dla stosunku pracy.

3. Nauczyciel, o którym mowa w ust. 2, prowadzący zajęcia na innej podstawie niż umowa o pracę, musi spełniać warunki, o których mowa w art. 10 ust. 5 pkt 3 i 4. Przepis art. 10 ust. 8a stosuje się odpowiednio.”

Robert Kamionowski

Jak MEN radzi rodzicom niepełnosprawnych dzieci

Redakcja otrzymała korespondencję pomiędzy rodzicami niepełnosprawnego dziecka a Ministerstwem Edukacji Narodowej i zgodę na upublicznienie pism. Sprawa dotyczy prowadzenia terapii indywidualnej, dotychczas realizowanej przez specjalistów z poradni terapeutycznej i finansowanej z dotacji udzielanej na niepełnosprawne dziecko. W związku z nowymi zasadami zatrudniania nauczycieli od 1 września, rodzice napisali do MEN, wyrażając swoje wątpliwości:

„Zwracam się do Ministerstwa z pytaniem o możliwości kontynuowania finansowania terapii mojego dziecka z subwencji oświatowej przekazywanej do szkoły. Moje dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności i z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego (Zespół Aspergera) uczęszcza do szkoły prywatnej. Zaznaczam, że szkoła prowadzona jest przez Fundację i otrzymujemy z ich funduszu stypendium, które w dużej mierze pokrywa czesne. Dziecko w orzeczeniu ma zapisane zalecenie uczęszczania do  małej klasy i liczne terapie, w tym bardzo ważny Trening Umiejętności Społecznych (TUS). Zgodnie z dotychczasowymi przepisami szkoła, ponieważ nie organizowała tej terapii na swoim terenie, finansowała z subwencji oświatowej terapię TUS w pobliskim, prywatnym ośrodku terapeutycznym. Poradnia przesyłała do szkoły fakturę, którą szkoła opłacała. Bardzo chcielibyśmy kontynuować tę formę finansowania i realizacji orzeczenia. Uprzejmie proszę o Państwa stanowisko w tej sprawie, bo niestety gubimy się w doniesieniach prasowych.

Przy okazji nadmienię, że bardzo trudno dostać się dziecku, które uczy się w szkole niepublicznej na jakąkolwiek terapię w Państwowej Poradni Psychologiczno Pedagogicznej – są kolejki do terapii i terapia jest organizowana w godzinach lekcji. Wątpliwa jest też jakość terapii, gdzie zajęcia w grupie Treningu Umiejętności Społecznych trwają tylko 45 minut w stosunku do minimum godziny w ośrodkach prywatnych. Dzieci ze spektrum naprawdę potrzebują trochę czasu, żeby wejść w grupę i się skoncentrować.”

Ten problem dotyczy tysięcy dzieci uczęszczających do szkół i przedszkoli niepublicznych, gdy w publicznej oświacie nie są one w stanie otrzymać należytej pomocy i terapii.

A oto odpowiedź, jaką otrzymali rodzice z MEN. Zamieszczam dosłowną treść pisma, bez podawania danych osobowych. Pragnę zwrócić uwagę na rzeczowość i konkretność odpowiedzi, udzielonej „laikom”, którzy zwracają się do MEN w ważnej nie tylko dla nich osobiście, ale i niezmiernie istotnej społecznie kwestii. Pismo zostało wysłane przez Departament Wychowania i Kształcenia Integracyjnego!

Szanowana Pani,

odpowiadając na Pani list w sprawie interpretacji przepisu art. 10a ustawy – Karta Nauczyciela[1] oraz możliwości zakupu usług edukacyjnych przez niesamorządowe szkoły, przedszkola i placówki od nauczycieli specjalistów prowadzących działalność gospodarczą – uprzejmie informuję, że szczegółowa interpretacja ww. zapisu dostępna jest na stronie internetowej Ministerstwa Edukacji Narodowej[2].

Z poważaniem

Joanna Wilewska

Dyrektor

Departament Wychowania i Kształcenia Integracyjnego
/ – podpisany cyfrowo/

[1] Dz.U. z 2018 r. poz. 967

[2] https://men.gov.pl/ministerstwo/informacje/zatrudnianie-nauczycieli-od-1-wrzesnia-2018-r-w-szkolach-niesamorzadowych-informacja-men.html.

Link podany w piśmie prowadzi do znanej nam informacji opublikowanej 29 sierpnia 2018

 

Krótki komentarz Redakcji.

Szanowna Pani Minister, szanowni urzędnicy MEN,

Po pierwsze, pytanie dotyczyło konkretnej sprawy i konkretnej terapii, a odpowiedź dotycząca „możliwości zakupu usług edukacyjnych” kompletnie nie dotykała tego problemu. A samo potraktowanie „petenta” poprzez „przeczytaj sobie nasze wyjaśnienie”, to nawet nie zbycie natrętnej dla urzędu osoby, ale po prostu jej zignorowanie.

Po drugie, czy na pewno Trening Umiejętności Społecznych to usługa edukacyjna, jak nauczanie polskiego czy matematyki w szkole? Ten Departament chyba dobrze wie, do jakich dzieci jest kierowana ta terapia i kto może i prowadzi takie zajęcia??? A może nie wie, i myśli, że może to realizować dowolny nauczyciel, psycholog albo pedagog szkolny w tej szkole? Czy ta terapia to „zakup od nauczycieli specjalistów prowadzących działalność gospodarczą”, czy może jednak od placówki – poradni, która jest wpisana w system oświaty zgodnie z ustawą?

Nie trzeba dodawać, że są to zajęcia kosztowne, jedna sesja to wydatek (wg ogłoszeń) od 70-80 zł i więcej. Czy na pewno o to chodziło MEN, by wskutek politycznych zmian w szkolnictwie niepublicznym ucierpieli na tym rodzice, a przede wszystkim niepełnosprawne dzieci?

 

Minął 1 września – jeszcze o zatrudnianiu nauczycieli

Zgodnie z wprowadzoną nowelizacją do Karty Nauczyciela, od 1 września wszystkie niepubliczne szkoły i placówki mają obowiązek zatrudniania nauczycieli wyłącznie na podstawie umowy o pracę. Dla nauczycieli w placówkach publicznych będzie się to odbywało z pełnym uwzględnieniem przepisów Karty Nauczyciela (wymiar czasu pracy, wynagrodzenia), a dla tych w placówkach niepublicznych tylko na podstawie kodeksu pracy. Wbrew pozorom, wcale to nie poprawia sytuacji ani nauczycieli, ani tym bardziej niepublicznych szkół i placówek oświatowych.  Rodzi zaś wiele problemów, z którymi będą się musieli uporać dyrektorzy.

Ustawa Karta Nauczyciela nie zawiera pełnej definicji nauczyciela. Dlatego MEN twierdzi, że są nimi także pracujący w placówkach niepublicznych psycholodzy, pedagodzy i logopedzi. Jednak nie każdego nauczyciela da się zatrudniać na umowę o pracę, nie wszędzie i nie na wszystkich stanowiskach.  Moim zdaniem są tzw. inni pracownicy pedagogiczni, którzy mogą być zatrudniani w niepublicznych placówkach na inne umowy, jeśli zatrudnienie nie następuje na stanowisku nauczyciela, lecz specjalisty, np. logopedy, który prowadzi określone zajęcia. Problem nie dotyczy wszystkich szkół czy przedszkoli. Nie ma go tam, gdzie zatrudnia się nauczycieli pełnowymiarowych, czy nawet na pół etatu. Także w prywatnych przedszkolach wychowawcy zwykle mają umowy o pracę. Ale inaczej już będzie z nauczycielami przedmiotów zawodowych w szkolnictwie zawodowym, dla dorosłych. Dotyczy to chociażby zatrudniania nauczycieli praktycznej nauki zawodu – weterynarzy, księgowych, biegłych rewidentów, techników dentystycznych czy kosmetologów. Osoby te prowadzą własne firmy i w ich przypadku nie jest możliwe zatrudnienie w szkole na podstawie stosunku pracy. Taki wymóg spowoduje, że będą oni z zajęć w szkole rezygnować. A to może się z kolei skończyć zamykaniem szkół zawodowych dla dorosłych.

Szkoły stoją zatem przed realnym wyzwaniem – zatrudnianiem na takie części etatu, jakich nie da się nawet ułamkowo zapisać. Przykładowo, szkoła dla dorosłych potrzebuje nauczyciela biologii na 15 godzin w semestrze 5-miesięcznym, czyli średnio 3 godziny w miesiącu, zatem wymiar czasu pracy dla niego wyniósłby niecałe dwie setne pełnego etatu.

Wątpliwości mogą być również np. w przypadku księdza-katechety, który przychodzi do małego prywatnego przedszkola na jedną lub dwie godziny w tygodniu. Jest on nauczycielem, więc należałoby go zatrudnić. Niejasna też będzie sytuacja lektora języka obcego, który pracuje z przedszkolakami godzinę w tygodniu, a zatrudniony jest na podstawie umowy o pracę w szkole językowej. Ta z kolei podpisała umowę z przedszkolem na prowadzenie takich zajęć. Takiego lektora raczej nie będzie można zatrudnić nawet na ułamek etatu, bo przecież nie można pracować na dwóch umowach czy etatach wykonując te samą pracę.

Nowy przepis jest tak skonstruowany, że mówi o zatrudnieniu każdego nauczyciela bezpośrednio przez dyrektora szkoły lub przedszkola. Tymczasem osoby samozatrudnione, przedsiębiorcy świadczący usługi edukacyjne, w ogóle nie są zainteresowani zatrudnianiem na umowach o pracę. W efekcie problem mają zarówno samozatrudnieni, jak i szkoły, ale także przedsiębiorcy prowadzący firmę, np. szkołę językową.

Osobną kwestią jest to, że niektórzy specjaliści, np. psycholodzy czy logopedzi są zatrudniani w placówkach doraźnie, w miarę potrzeb. Do tej pory, gdy np. w przedszkolu konieczna była pomoc psychologiczna, korzystano z oferty specjalistycznej poradni czy indywidualnego specjalisty. Czy teraz należałoby taką osobę zatrudnić na czas oznaczony, np. na 2 godziny? A przedtem skierować na badania lekarskie czy szkolenie BHP. Przecież to absurd i działanie całkowicie sprzeczne z kodeksem pracy. Trzeba też pamiętać, że rozporządzenie w sprawie pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczy tylko publicznych placówek, a nie prywatnych. Zatrudnienie w ramach stosunku pracy w prywatnej szkole np. logopedy do jednego dziecka, któremu jest zorganizowane tzw. wczesne wspomaganie rozwoju w wymiarze od 4 do 8 godzin miesięcznie, w tym np. 2 godziny logopedii, jest w praktyce nie do rozwiązania. I tu też rodzi się pytanie, na ile CZASU zatrudniać??? W jakim wymiarze czasu pracy trzeba zatrudnić na etacie cząstkowym tego logopedę czy psychologa, któremu na tym wcale nie zależy, bo pracuje już w poradni lub prowadzi samodzielną praktykę.

Dla nauczycieli nowe zasady też wcale nie są korzystne. Art. 222 ustawy wprowadzającej prawo oświatowe (Dz.U z 2017 r. poz. 60) nakazuje tym, którzy są zatrudnieni w pełnym wymiarze czasu pracy, a chcieliby podjąć dodatkowe zajęcie, uzyskanie pisemnej zgody dyrektora szkoły publicznej. Dzieje się tak nawet, gdy nauczyciel zamierza dorabiać w czasie wolnym od pracy. Gdy np. nauczyciel pracuje w szkole publicznej, a dodatkowo prowadzi zajęcia na zjazdach weekendowych w szkołach niepublicznych, to ta druga umowa o pracę jest mu zupełnie niepotrzebna. A jak wykorzystać urlop, gdy jednocześnie nauczyciel zatrudniony jest u kilku pracodawców i gdy nie ma woli, by wszyscy udzielili go w tym samym czasie? Gdy taki „ułamkowy nauczyciel” pójdzie na zwolnienie, zatrudnienie zastępcy także będzie wymagało umowy o pracę, na kilka godzin…

Uzasadnianie przez MEN nowych przepisów tym, że nauczyciele otrzymają wreszcie uprawnienia pracownicze i prawo do awansu zawodowego, to zwykłe banały. Przecież ci, którzy pracowali w pełnym wymiarze, mieli już teraz umowy o pracę i wszelkie „korzyści”, a problem dotknie teraz nauczycieli czy nawet specjalistów dorabiających sobie w innych placówkach, niż podstawowe ich zatrudnienie, gdzie przecież w pełni realizują swoje uprawnienia, także zawodowe. Nieprzekonująco brzmią też argumenty resortu, że zmiany wypływają z chęci zapewnienia odpowiedniej jakości procesu nauczania. Takie podejście oznacza, że ministerstwo uzależnia jakość nauczania od tego, czy nauczyciel jest zatrudniony na podstawie etatu, czy np. umowy zlecenia. MEN chce dzięki tym zmianom w istocie wykazać, że nagle przybyło etatów nauczycielskich i przykryć faktyczną liczbę zwolnień nauczycieli wynikających ze zmian w systemie szkolnictwa.  Będzie można pokazać, jako sukces resortu, że pojawi się wiele tysięcy nowych etatów. Nie szkodzi, że w wymiarze godzinowym. Jeśli celem byłaby rzeczywiście likwidacja tzw. umów śmieciowych, to uzasadnienie jest marne, przecież ta przykładowa firma językowa zawiera z prywatną szkołą lub przedszkolem umowę biznesową, a nie śmieciową. W efekcie zmian zamiast „śmieciowych” umów cywilnoprawnych będziemy mieli „śmieciowe” etaty. Zupełnie wystarczające byłoby egzekwowanie obowiązujących już przepisów kodeksu pracy (Dz.U. 2018 r. poz. 917), np. art. 22 par. 11 i 12 które wyraźnie zakazują zawierania umów cywilnoprawnych w warunkach, gdy należy zawrzeć umowę o pracę. To sprawa Inspekcji Pracy, a nie MEN, by kontrolować warunki zatrudnienia.

I ostatnia kwestia, nowe przepisy budzą poważne wątpliwości co do ich zgodności z Konstytucją i zasadą swobody zatrudniania i wykonywania działalności gospodarczej. Czy jakiś uprawniony podmiot odważy się wnieść skargę konstytucyjną do “Trybunału Konstytucyjnego”…???

Robert Kamionowski